Już kończyłam się pakować, gdy nagle pomyślałam o tym że zostawiam to wszystko i jadę kilka tysięcy kilometrów stąd. Mimo tego że ludzie w moim otoczeniu nie byli super, to i tak będzie mi ich brakować. Mam tu przyjaciółkę, rodzinę i innych bliskich i trudno mi będzie się z nimi pożegnać na prawie trzy miesiące bez szansy na jakikolwiek kontakt!Krótko mówiąc, będę cholernie za wszystkimi tęsknić! Gdy te słowa padły w mojej głowie mimo mych starań po mym poliku spłynęła kropla słonej cieczy.Niestety zdążyła to zauważyć moja matka, która właśnie weszła do mojego pokoju by sprawdzić czy się spakowałam, co robiła co 5 minut.
-Ej, nie płacz skarbie. Jedziemy tam na tylko trzy miesiące! Potem będziesz miała cały rok szkolny by się nacieszyć znajomymi.-Próbowała mnie pocieszyć moja rodzicielka, co i tak nie pomogła.
-Ale ja nie chcę się z nimi w ogóle rozstawać! Każesz mi opuścić miesiąc szkoły i rozdanie świadectw nawet nie pytając mnie o zdanie! Obchodzi cię tylko twój kochany Radek, a ja dla ciebie się już w ogóle nie liczę! Nie pomyślałaś że może chcę skończyć rok szkolny i odebrać swoje świadectwo?! Gdyby nie to że postanowiłaś mnie szybciej wyciągnąć ze szkoły to bym dostała świadectwo z paskiem i średnią 5.95! Ale nie! Panią wielce zakochaną to nie obchodzi!-Wykrzyczałam jej w twarz po czym wybiegłam z domu po drodze zakładając baleriny i chwytając torebkę ze łzami w oczach. Biegłam jakieś 10 minut po drodze chwytając spojrzenia przechodniów co mnie nie obchodziło.Zatrzymałam się na dobrze znanej mi górce. Położyłam się na trawie na samym czubku 15-sto metrowego pagórka i z płaczem wpatrywałam się w błękitne i bezchmurne niebo co w naszym mieście jest rzadkością. Gdy tak się wpatrywałam miałam dużo czasu na przemyślenia. Zawsze tu przychodziłam gdy dręczyły mnie jakieś nieprzyjemne myśli albo po prostu by pobyć samą. To taka miejscówka którą znalazłam z Asią, moją przyjaciółką. Obje tu przyszłyśmy zanim się jeszcze znałyśmy, ja płakałam a ona była na spacerze z psem. Gdy zobaczyła że płaczę podbiegła do mnie i zaczęła mnie pocieszać. Nawet nie pytała co się stało, tylko po prostu mnie przytuliła i powtarzała bym nie płakała i że wszystko będzie dobrze. Wtedy się zaprzyjaźniłyśmy.
Na to wspomnienie uśmiechnęłam się lekko i kranik z którego leciały moje łzy się zakręcił. Ona na mnie zawsze dobrze wpływała. Po chwili zorientowałam się że słońce powoli chowa się za lasami, które rosły kilkanaście kilometrów stąd. Spojrzałam na telefon i odblokowałam go. Zegarek pokazywał 20.17. Przeraziłam się i podniosłam tyłek w biegu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w tym momencie w domu, nie dlatego że chciałabym pogadać z mamą czy coś, chciałam tego za wszelką cenę uniknąć bo nie lubię takich rozmów bo zawsze któraś z nas przy takich rozmowach się rozkleja i po chwili obje płaczemy. Chciałam się znaleźć w domu bo chciałam się szybko spakować i mieć to już za sobą i zamknąć się w pokoju wyczekując godziny wyjazdu na lotnisko.
Po piętnastu minutach biegu dotarłam przed dom. Spojrzałam w każde okno, każdego pokoju by sprawdzić czy w którymś nie widać mojej 'mamusi'. Oczywiście moje przeczucie się sprawdziło, dostrzegłam ją w kuchni, jak płakała przy stole i mówiła do siebie. Gdy tak na nią patrzałam, moja słaba strona wzięła górę. Mówiłam już że mam słaby charakter? Postanowiłam na nią nie krzyczeć gdy wejdę, bo to by pogorszyło sprawę, po prostu pogadam z nią jak normalny człowiek z człowiekiem.
Po około dziesięciu minutach rozmyślania, podeszłam powoli do drzwi. Zacisnęłam powieki, a podświadomość mi mówiła co ułamek sekundy że jeszcze mogę się wycofać i uciec, ale nie. Postanowiłam że choć ten jeden raz zachowam się w porządku wobec drugiej osoby, w tym przypadku do mojej rodzicielki. Powoli przekręcałam gałkę, nadal zaciskając powieki. Bezgłośnie zdjęłam buty i powiesiłam torebkę na haczyku. Na paluszkach, zakradłam się do kuchni i stanęłam o zewnętrznej strony wejścia do kuchni nadal się nie ukazując. Słuchałam jak mama płacze i próbowałam z jej cichego jęku wychwytywać słowa które padały z jej sinych ust. Im dłużej tu stałam, tym byłam bliżej płaczu. Wsłuchiwałam się, w je zarzuty do samej siebie i w końcu nie wytrzymałam i jednym, małym krokiem znalazłam się w drzwiach. Oczywiście nasze niezawodne deski podłogowe zaskrzypiały, a ich dźwięk rozniósł się po całym domu. Po chwili poczułam na sobie wzrok mojej rodzicielki. Patrzałam na nią spode łba, czekając na jej reakcje. Żeby mnie zaczęła przepraszać, tłumaczyć się, choć żeby mnie tylko przytuliła ze łzami w oczach nic nie mówiąc. Bo bym wtedy wiedziała, że zależy jej na mnie, że moje mocne słowa sprzed zaledwie dwóch godzin przemówiły do rozsądku. Ale ona co dziesięć sekund otwierała usta by już coś powiedzieć, ale widziałam po jej minie że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Ba, w jej oczach widziałam poświatę lekkiego strachu na samą myśl że miałaby się odezwać zapewne.
Pokręciłam jedynie głową ze łzami w oczach i rezygnacją, pognałam do swego osobistego "schronu". Rzuciłam się na łóżko, od razu gdy dotarłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.Byłam zdruzgotana. Myślałam że mam w niej przyjaciółkę która mnie rozumie, szanuje i kocha. Myślałam że byłyśmy sobie bliskie, a takie relacje były wręcz nierealne w niektórych rodzinach.
Ha! Jaka ja jestem głupia że wierzyłam że ta relacja nadal nas łączyła. Wszystko runęło gdy pojawiła się jej "wielka miłość". Ale ja wiedziałam o co tu chodzi. Moja mama ma już za sobą trzech byłych a każdy z nich był dziany. A Radek był jej kolejną zapewne ofiarą, bo to dzięki niemu mama ma dom, nie mieszkanie a nie są nawet zaręczeni! To dziwne, kupować komuś dom, a twoja "druga połówka" nawet cię nie kocha tylko twoje pieniądze, a ty głupio wierzysz że twoje silne i wyjątkowe uczucie jest odwzajemniane.
Dlatego nie wieżę w miłość. To tylko aluzja, która ogarnia słabych i wymęczonych psychicznie ludzi by ich przez jakichś czas podtrzymać na duchu, by uwierzyli że są dla kogoś ważni, by poczuli że ktoś się o nich troszczy, a na koniec ich dobija psychicznie, ujawniając że to było tylko złudzenie, łamiąc serca niewinnym ludziom którzy wierzyli że już do końca życia będą szczęśliwi. I chyba współczuję Radkowi, bo go ta iluzja ogarnęła a pewnie za kilka miesięcy ogarnięty żalem, będzie pakował wszystkie swoje rzeczy z "naszego" domu.
O godzinie pierwszej w nocy, skończyłam swe rozmyślania i postanowiłam dokończenie tego co zaczęłam
robić przed ucieczką z domu, a mianowicie pakowanie się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz