Otworzyłam niechętnie oczy, gdyż obudziło mnie oślepiające światło słońca, co zrozumiałe, bo za miesiąc lato. Wstałam i wzięłam telefon do ręki i odblokowałam ekran. Wyświetliła mi się godzina 6.24. Co?! Tak wcześnie?! Postanowiłam przypomnieć sobie co robiłam zeszłego wieczoru, bo ze wspomnieniami, przypomni mi się o której mniej więcej zasnęłam.
-Pakowanie się.
-Kłótnia z mamą.-To powiedziałam trochę ciszej i od razu zrobiło mi się smutno gdy te słowa padły w mojej głowie, odbijając się echem w każdy jej kąt sprawiając mi ból. Nie fizyczny, lecz psychiczny.
-Ucieczka z domu.-I znowu...Ból. Niewyobrażalny ból, który powoli i boleśnie wywiercał dziurę w mej psychice.
-Powrót do domu.
-Pobiegnięcie do pokoju.
-Dokończenie pakowania się.-O!!! I tu mam! To wytłumacza , czemu leżałam na podłodze, obok walizki a po podłodze wala się pełno ciuchów. Weszłam do mojej łazienki, zgarnęłam wszystkie moje kosmetyki takie jak: szampon, żel pod prysznic, krem do ciała, twarzy i rąk, szczotkę na końcu bo muszę umyć zęby, perfumy, wszystkie przyrządy do Make-up'u, dezodoranty, maszynka do golenia, iiii....chyba to wszystko. A pewnie coś mi po drodze się przypomni a jak coś to dokupię se wszystko co potrzebne na miejscu. Dziś wyjazd...cholernie się denerwuję. Jak mnie tam przyjmą? Poznam kogoś? To wszystko mnie niesamowicie przytłacza. Na ogół jestem dość towarzyska a jak się rozkręcę to potrafię robić rzeczy niemożliwe.Okaże się na miejscu. Lot mamy o 15.30, więc mam dużo czasu. Weszłam po kolei na fb, tt, gg itp., wyjęłam poprzednio schowane przeze mnie przyrządy do makijażu i z szafki wyjęłam zieloną bokserkę z logiem Avici'ego, krótkie, postrzępione jeansowe spodenki i miętowe new balancy i weszłam szybkim krokiem przez drzwi obok do mojej łazienki. Cholera...ale ja mądra! Chcę wziąć prysznic, ale wszystko zapakowałam do walizki. Przekręciłam blokadę drzwi, prowadzących do mojego pokoju. Weszłam do pokoju i...nagle zobaczyłam jakiegoś chłopaka siedzącego na moim biurku palącego papierosa. Był mniej więcej mojego wieku, może starszy o rok, dwa. Skądś go kojarzyłam ale nie wiem skąd, bo chłopak miał głowię zwróconą w stronę moich 'niezawodnych' desek podłogowych które przy moim mniejszym drgnięciu zaskrzypiały. Chłopak momentalnie odwrócił głowę w moją stronę. Już wiem! Mieszka niedaleko mnie! Z trzy domy dalej. Z tego co wiem, jest anglikiem, a przyjechał tu do ciotki i ma na imię Luke. Miał kolczyk w wardze i brwi a włosy miał czarne i grzywkę. Jego oczy...hipnotyzująco-niebieskie. Patrzałam na niego ze strachem w oczach, już otwierałam buzię by zacząć krzyczeć, gdy ten jednym, szybkim susem znalazł się pięć centymetrów ode mnie i zasłonił mi usta dłonią.
-Csiiii, nie krzycz maleńka. Chyba nie chcesz mieć mojej ciotki na karku.-Zaśmiał się cicho, patrząc mi w oczy, zerwałam jego dłoń z moich ust, szybkim, gwałtownym ruchem i odsunęłam się od niego.
-Co ty tu robisz?! Jak ty tu wszedłeś?! Po co...-Nie mogłam dokończyć, bo ten mnie przywarł do ściany i przyłożył palec wskazujący do moich ust.
-Za dużo zadajesz pytań. Chyba się nie obrazisz jak posiedzę u ciebie parę godzinek com śliczna?-Powiedział, przybliżając się do mnie coraz bardziej, że już prawie się stykaliśmy ciałami-W tym czasie moglibyśmy się bliżej poznać. Nigdy nie było okazji.-Gdy jego twarz była, dosłownie milimetry od mojej, przejechał palcami po moim policzku a ja poczułam, jak przyjemny dreszcz przechodzi po moim ciele a motylki w brzuch zaczęły domagać się wolności. Ok, od zawsze mi się podobał, lubię takich 'niegrzecznych' a zresztą, przecież to diabeł w ciele anioła! Pewnie każda za nim szaleje. Po chwil zorientowałam się że patrzy w stronę moich warg a to oznacza tylko jedno...OMG, Nie nie nie! Musisz się Paulina ocknąć!Odepchnęłam go lekko ręką i odeszłam, próbując wyrównać oddech.
-Oszalałeś?Moja matka mnie zabije! A poza tym, skąd mam wiedzieć że mnie nie okradniesz albo skrzywdzisz co? Nie znam cię! A tak w ogóle, to czemu uciekałeś co?-Zawaliłam go tysiącem pytań. Ten jedynie słuchał i lustrował mnie wzrokiem całą. Spojrzałam na siebie, czy przypadkiem nie jestem nigdzie brudna, ale jak się zobaczyłam, myślałam że się spalę ze wstydu. Bluzkę miałam tak naciągniętą, ze widać było mi stanik, a materiałowe, ciasne spodenki, spokojnie mogły by robić za majtki. Ej, przecież ja dopiero co zaczęłam gimnazjum, a tu takie emocje?! I jeszcze on...jest tylko dwa lata starszy a po jego głowie krążą fantazje seksualne?! To chore, ten koleś jest na pewno zboczeńcem, czyhającym na nagie ciała młodych dziewczyn...A jak mnie zgwałci? Albo będzie mi groził śmiercią, jeśli nie dam się sfilmować nago? Łołołoł...Chyba za dużo telewizji się naoglądałaś, kończysz w tym roku 14 lat i masz prawo do uczuć a on 16 więc też ma prawo do takich myśli. Z moich rozmyślań wyrwał mnie Luke, podszedł do mnie, chwycił za biodra i przyciągnął do siebie.
-Jak już mówiłem, za dużo pytań wychodzi z twoich malinowych usteczek. I nikt się nie dowie że tu jestem dopóki nie będziesz cicho. Wiesz, od pewnego czasu chciałem do ciebie zagadać, ale jakoś za rzadko się widywaliśmy. A teraz mam okazje...-pogłaskał mnie opuszkami palców od włosów do brody a ja tylko śledziłam jego czyny wzrokiem. W końcu zebrałam się na odwagę i odezwałam.
-Luke...Proszę posłuchaj mnie i się nie obraź. Podobasz mi się ale tak:
1.Dziś wyjeżdżam do końca wakacji
2.Znam cię TYLKO z widzenia
3.Jestem od ciebie młodsza
4.To może trochę zaboleć, ale jestem święcie przekonana że będziesz miał na mnie zły wpływ.
Na koniec przymknęłam oczy, by nie widzieć jego miny. Nie chciałam mieć wyrzutów sumienia że coś źle powiedziałam, zapamiętać jego oczu wypełnionych żalem do mnie.
Nagle poczułam że jego ręce zamiast mnie opuszczać, wędrują na moje plecy.
-Hehe, to chyba mnie nie znasz. Mnie nic nie jest w stanie wzruszyć lub zaboleć. Nie obchodzą mnie różnice między nami, jestem tu by cię lepiej poznać, zbliżyć się do ciebie. nie oczekuję nie wiadomo czego np.seksu, pornola itp. nie jestem taki choć na takiego mogę wyglądać.
My life, my dreams, my problems...
Paulina Polasik, zwykła nastolatka jedzie do Londynu z mamą na wakacje. Jednak nie wie że te wakacje będą dla niej życiowym przeżyciem i one zmienią w jej życiu wszystko
czwartek, 24 lipca 2014
środa, 11 czerwca 2014
Rozdział 1
Już kończyłam się pakować, gdy nagle pomyślałam o tym że zostawiam to wszystko i jadę kilka tysięcy kilometrów stąd. Mimo tego że ludzie w moim otoczeniu nie byli super, to i tak będzie mi ich brakować. Mam tu przyjaciółkę, rodzinę i innych bliskich i trudno mi będzie się z nimi pożegnać na prawie trzy miesiące bez szansy na jakikolwiek kontakt!Krótko mówiąc, będę cholernie za wszystkimi tęsknić! Gdy te słowa padły w mojej głowie mimo mych starań po mym poliku spłynęła kropla słonej cieczy.Niestety zdążyła to zauważyć moja matka, która właśnie weszła do mojego pokoju by sprawdzić czy się spakowałam, co robiła co 5 minut.
-Ej, nie płacz skarbie. Jedziemy tam na tylko trzy miesiące! Potem będziesz miała cały rok szkolny by się nacieszyć znajomymi.-Próbowała mnie pocieszyć moja rodzicielka, co i tak nie pomogła.
-Ale ja nie chcę się z nimi w ogóle rozstawać! Każesz mi opuścić miesiąc szkoły i rozdanie świadectw nawet nie pytając mnie o zdanie! Obchodzi cię tylko twój kochany Radek, a ja dla ciebie się już w ogóle nie liczę! Nie pomyślałaś że może chcę skończyć rok szkolny i odebrać swoje świadectwo?! Gdyby nie to że postanowiłaś mnie szybciej wyciągnąć ze szkoły to bym dostała świadectwo z paskiem i średnią 5.95! Ale nie! Panią wielce zakochaną to nie obchodzi!-Wykrzyczałam jej w twarz po czym wybiegłam z domu po drodze zakładając baleriny i chwytając torebkę ze łzami w oczach. Biegłam jakieś 10 minut po drodze chwytając spojrzenia przechodniów co mnie nie obchodziło.Zatrzymałam się na dobrze znanej mi górce. Położyłam się na trawie na samym czubku 15-sto metrowego pagórka i z płaczem wpatrywałam się w błękitne i bezchmurne niebo co w naszym mieście jest rzadkością. Gdy tak się wpatrywałam miałam dużo czasu na przemyślenia. Zawsze tu przychodziłam gdy dręczyły mnie jakieś nieprzyjemne myśli albo po prostu by pobyć samą. To taka miejscówka którą znalazłam z Asią, moją przyjaciółką. Obje tu przyszłyśmy zanim się jeszcze znałyśmy, ja płakałam a ona była na spacerze z psem. Gdy zobaczyła że płaczę podbiegła do mnie i zaczęła mnie pocieszać. Nawet nie pytała co się stało, tylko po prostu mnie przytuliła i powtarzała bym nie płakała i że wszystko będzie dobrze. Wtedy się zaprzyjaźniłyśmy.
Na to wspomnienie uśmiechnęłam się lekko i kranik z którego leciały moje łzy się zakręcił. Ona na mnie zawsze dobrze wpływała. Po chwili zorientowałam się że słońce powoli chowa się za lasami, które rosły kilkanaście kilometrów stąd. Spojrzałam na telefon i odblokowałam go. Zegarek pokazywał 20.17. Przeraziłam się i podniosłam tyłek w biegu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w tym momencie w domu, nie dlatego że chciałabym pogadać z mamą czy coś, chciałam tego za wszelką cenę uniknąć bo nie lubię takich rozmów bo zawsze któraś z nas przy takich rozmowach się rozkleja i po chwili obje płaczemy. Chciałam się znaleźć w domu bo chciałam się szybko spakować i mieć to już za sobą i zamknąć się w pokoju wyczekując godziny wyjazdu na lotnisko.
Po piętnastu minutach biegu dotarłam przed dom. Spojrzałam w każde okno, każdego pokoju by sprawdzić czy w którymś nie widać mojej 'mamusi'. Oczywiście moje przeczucie się sprawdziło, dostrzegłam ją w kuchni, jak płakała przy stole i mówiła do siebie. Gdy tak na nią patrzałam, moja słaba strona wzięła górę. Mówiłam już że mam słaby charakter? Postanowiłam na nią nie krzyczeć gdy wejdę, bo to by pogorszyło sprawę, po prostu pogadam z nią jak normalny człowiek z człowiekiem.
Po około dziesięciu minutach rozmyślania, podeszłam powoli do drzwi. Zacisnęłam powieki, a podświadomość mi mówiła co ułamek sekundy że jeszcze mogę się wycofać i uciec, ale nie. Postanowiłam że choć ten jeden raz zachowam się w porządku wobec drugiej osoby, w tym przypadku do mojej rodzicielki. Powoli przekręcałam gałkę, nadal zaciskając powieki. Bezgłośnie zdjęłam buty i powiesiłam torebkę na haczyku. Na paluszkach, zakradłam się do kuchni i stanęłam o zewnętrznej strony wejścia do kuchni nadal się nie ukazując. Słuchałam jak mama płacze i próbowałam z jej cichego jęku wychwytywać słowa które padały z jej sinych ust. Im dłużej tu stałam, tym byłam bliżej płaczu. Wsłuchiwałam się, w je zarzuty do samej siebie i w końcu nie wytrzymałam i jednym, małym krokiem znalazłam się w drzwiach. Oczywiście nasze niezawodne deski podłogowe zaskrzypiały, a ich dźwięk rozniósł się po całym domu. Po chwili poczułam na sobie wzrok mojej rodzicielki. Patrzałam na nią spode łba, czekając na jej reakcje. Żeby mnie zaczęła przepraszać, tłumaczyć się, choć żeby mnie tylko przytuliła ze łzami w oczach nic nie mówiąc. Bo bym wtedy wiedziała, że zależy jej na mnie, że moje mocne słowa sprzed zaledwie dwóch godzin przemówiły do rozsądku. Ale ona co dziesięć sekund otwierała usta by już coś powiedzieć, ale widziałam po jej minie że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Ba, w jej oczach widziałam poświatę lekkiego strachu na samą myśl że miałaby się odezwać zapewne.
Pokręciłam jedynie głową ze łzami w oczach i rezygnacją, pognałam do swego osobistego "schronu". Rzuciłam się na łóżko, od razu gdy dotarłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.Byłam zdruzgotana. Myślałam że mam w niej przyjaciółkę która mnie rozumie, szanuje i kocha. Myślałam że byłyśmy sobie bliskie, a takie relacje były wręcz nierealne w niektórych rodzinach.
Ha! Jaka ja jestem głupia że wierzyłam że ta relacja nadal nas łączyła. Wszystko runęło gdy pojawiła się jej "wielka miłość". Ale ja wiedziałam o co tu chodzi. Moja mama ma już za sobą trzech byłych a każdy z nich był dziany. A Radek był jej kolejną zapewne ofiarą, bo to dzięki niemu mama ma dom, nie mieszkanie a nie są nawet zaręczeni! To dziwne, kupować komuś dom, a twoja "druga połówka" nawet cię nie kocha tylko twoje pieniądze, a ty głupio wierzysz że twoje silne i wyjątkowe uczucie jest odwzajemniane.
Dlatego nie wieżę w miłość. To tylko aluzja, która ogarnia słabych i wymęczonych psychicznie ludzi by ich przez jakichś czas podtrzymać na duchu, by uwierzyli że są dla kogoś ważni, by poczuli że ktoś się o nich troszczy, a na koniec ich dobija psychicznie, ujawniając że to było tylko złudzenie, łamiąc serca niewinnym ludziom którzy wierzyli że już do końca życia będą szczęśliwi. I chyba współczuję Radkowi, bo go ta iluzja ogarnęła a pewnie za kilka miesięcy ogarnięty żalem, będzie pakował wszystkie swoje rzeczy z "naszego" domu.
O godzinie pierwszej w nocy, skończyłam swe rozmyślania i postanowiłam dokończenie tego co zaczęłam
robić przed ucieczką z domu, a mianowicie pakowanie się.
-Ej, nie płacz skarbie. Jedziemy tam na tylko trzy miesiące! Potem będziesz miała cały rok szkolny by się nacieszyć znajomymi.-Próbowała mnie pocieszyć moja rodzicielka, co i tak nie pomogła.
-Ale ja nie chcę się z nimi w ogóle rozstawać! Każesz mi opuścić miesiąc szkoły i rozdanie świadectw nawet nie pytając mnie o zdanie! Obchodzi cię tylko twój kochany Radek, a ja dla ciebie się już w ogóle nie liczę! Nie pomyślałaś że może chcę skończyć rok szkolny i odebrać swoje świadectwo?! Gdyby nie to że postanowiłaś mnie szybciej wyciągnąć ze szkoły to bym dostała świadectwo z paskiem i średnią 5.95! Ale nie! Panią wielce zakochaną to nie obchodzi!-Wykrzyczałam jej w twarz po czym wybiegłam z domu po drodze zakładając baleriny i chwytając torebkę ze łzami w oczach. Biegłam jakieś 10 minut po drodze chwytając spojrzenia przechodniów co mnie nie obchodziło.Zatrzymałam się na dobrze znanej mi górce. Położyłam się na trawie na samym czubku 15-sto metrowego pagórka i z płaczem wpatrywałam się w błękitne i bezchmurne niebo co w naszym mieście jest rzadkością. Gdy tak się wpatrywałam miałam dużo czasu na przemyślenia. Zawsze tu przychodziłam gdy dręczyły mnie jakieś nieprzyjemne myśli albo po prostu by pobyć samą. To taka miejscówka którą znalazłam z Asią, moją przyjaciółką. Obje tu przyszłyśmy zanim się jeszcze znałyśmy, ja płakałam a ona była na spacerze z psem. Gdy zobaczyła że płaczę podbiegła do mnie i zaczęła mnie pocieszać. Nawet nie pytała co się stało, tylko po prostu mnie przytuliła i powtarzała bym nie płakała i że wszystko będzie dobrze. Wtedy się zaprzyjaźniłyśmy.
Na to wspomnienie uśmiechnęłam się lekko i kranik z którego leciały moje łzy się zakręcił. Ona na mnie zawsze dobrze wpływała. Po chwili zorientowałam się że słońce powoli chowa się za lasami, które rosły kilkanaście kilometrów stąd. Spojrzałam na telefon i odblokowałam go. Zegarek pokazywał 20.17. Przeraziłam się i podniosłam tyłek w biegu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w tym momencie w domu, nie dlatego że chciałabym pogadać z mamą czy coś, chciałam tego za wszelką cenę uniknąć bo nie lubię takich rozmów bo zawsze któraś z nas przy takich rozmowach się rozkleja i po chwili obje płaczemy. Chciałam się znaleźć w domu bo chciałam się szybko spakować i mieć to już za sobą i zamknąć się w pokoju wyczekując godziny wyjazdu na lotnisko.
Po piętnastu minutach biegu dotarłam przed dom. Spojrzałam w każde okno, każdego pokoju by sprawdzić czy w którymś nie widać mojej 'mamusi'. Oczywiście moje przeczucie się sprawdziło, dostrzegłam ją w kuchni, jak płakała przy stole i mówiła do siebie. Gdy tak na nią patrzałam, moja słaba strona wzięła górę. Mówiłam już że mam słaby charakter? Postanowiłam na nią nie krzyczeć gdy wejdę, bo to by pogorszyło sprawę, po prostu pogadam z nią jak normalny człowiek z człowiekiem.
Po około dziesięciu minutach rozmyślania, podeszłam powoli do drzwi. Zacisnęłam powieki, a podświadomość mi mówiła co ułamek sekundy że jeszcze mogę się wycofać i uciec, ale nie. Postanowiłam że choć ten jeden raz zachowam się w porządku wobec drugiej osoby, w tym przypadku do mojej rodzicielki. Powoli przekręcałam gałkę, nadal zaciskając powieki. Bezgłośnie zdjęłam buty i powiesiłam torebkę na haczyku. Na paluszkach, zakradłam się do kuchni i stanęłam o zewnętrznej strony wejścia do kuchni nadal się nie ukazując. Słuchałam jak mama płacze i próbowałam z jej cichego jęku wychwytywać słowa które padały z jej sinych ust. Im dłużej tu stałam, tym byłam bliżej płaczu. Wsłuchiwałam się, w je zarzuty do samej siebie i w końcu nie wytrzymałam i jednym, małym krokiem znalazłam się w drzwiach. Oczywiście nasze niezawodne deski podłogowe zaskrzypiały, a ich dźwięk rozniósł się po całym domu. Po chwili poczułam na sobie wzrok mojej rodzicielki. Patrzałam na nią spode łba, czekając na jej reakcje. Żeby mnie zaczęła przepraszać, tłumaczyć się, choć żeby mnie tylko przytuliła ze łzami w oczach nic nie mówiąc. Bo bym wtedy wiedziała, że zależy jej na mnie, że moje mocne słowa sprzed zaledwie dwóch godzin przemówiły do rozsądku. Ale ona co dziesięć sekund otwierała usta by już coś powiedzieć, ale widziałam po jej minie że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Ba, w jej oczach widziałam poświatę lekkiego strachu na samą myśl że miałaby się odezwać zapewne.
Pokręciłam jedynie głową ze łzami w oczach i rezygnacją, pognałam do swego osobistego "schronu". Rzuciłam się na łóżko, od razu gdy dotarłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.Byłam zdruzgotana. Myślałam że mam w niej przyjaciółkę która mnie rozumie, szanuje i kocha. Myślałam że byłyśmy sobie bliskie, a takie relacje były wręcz nierealne w niektórych rodzinach.
Ha! Jaka ja jestem głupia że wierzyłam że ta relacja nadal nas łączyła. Wszystko runęło gdy pojawiła się jej "wielka miłość". Ale ja wiedziałam o co tu chodzi. Moja mama ma już za sobą trzech byłych a każdy z nich był dziany. A Radek był jej kolejną zapewne ofiarą, bo to dzięki niemu mama ma dom, nie mieszkanie a nie są nawet zaręczeni! To dziwne, kupować komuś dom, a twoja "druga połówka" nawet cię nie kocha tylko twoje pieniądze, a ty głupio wierzysz że twoje silne i wyjątkowe uczucie jest odwzajemniane.
Dlatego nie wieżę w miłość. To tylko aluzja, która ogarnia słabych i wymęczonych psychicznie ludzi by ich przez jakichś czas podtrzymać na duchu, by uwierzyli że są dla kogoś ważni, by poczuli że ktoś się o nich troszczy, a na koniec ich dobija psychicznie, ujawniając że to było tylko złudzenie, łamiąc serca niewinnym ludziom którzy wierzyli że już do końca życia będą szczęśliwi. I chyba współczuję Radkowi, bo go ta iluzja ogarnęła a pewnie za kilka miesięcy ogarnięty żalem, będzie pakował wszystkie swoje rzeczy z "naszego" domu.
O godzinie pierwszej w nocy, skończyłam swe rozmyślania i postanowiłam dokończenie tego co zaczęłam
robić przed ucieczką z domu, a mianowicie pakowanie się.
niedziela, 1 czerwca 2014
Prolog
Jestem Paulina Polasik, mam 13 lat i jestem zwykłą nastolatką.
Urodziłam się i wychowałam w Polsce, a moja rodzina, można powiedzieć
że od początku nie była zgraną i "idealną" jak z obrazka. Gdy miałam 4
lata moi rodzice się rozwiedli, a przy rozprawie sąd niesprawiedliwie
osądził bym zamieszkała z tatą, choć psychologowi mówiłam że chcę
mieszkać z mamą. Przez prawie całe dzieciństwo mieszkałam z moim tatą,
jego żoną i jej porąbaną córką która była ode mnie 2 lata starsza. Na
szczęście 3 lata temu rozwiódł się z nią i te dwie zołzy wyprowadziły
się do innego miasta. Obecnie mam dwa domy, a moi rodzice nawet po
rozwodzie kłócą się jakby nadal byli małżeństwem. Ale to nie możliwe by do siebie wrócili, po prostu prawa fizyki na to nie pozwalają, tych dwoje nie mają nic ze sobą wspólnego! Czasem się zastanawiam, jak to możliwe że oni się pobrali. Wracając do mnie :) - Jakiejś specjalnej urody nie jestem. Mam dość długie blond włosy, brązowe oczy a mój brzuch przypomina piłkę :( . Moimi jedynymi atutami są nogi i mój charakter. Mama mówi że jestem dobrym człowiekiem, i gdyby każdy był taki jak ja to może ten świat byłby lepszy.Ale, mój problem tkwi w tym że łatwo daje się zmanipulować i można mną pomiatać. I przyznaję, nie mam zbyt dużo odwagi, lecz pracuję nad tym.W związku z tym że już niedługo wakacje, mama postanowiła mnie wcześniej zwolnić ze szkoły, bo mam z nią na całe lato pojechać do Londynu. Wspomniałam że oboje mają kogoś? Mama spotyka się z niejakim Radkiem, który właśnie pracuje w Londynie, a tata spotyka się Kasią, matką chłopaka który chodził ze mną do podstawówki i od praktycznie początku mnie dręczył, bił i przezywał. A teraz mogę jego i jego młodszego brata nazywać MOIMI przyszyły braćmi. ogólnie to się ciesze że jadę do tego Londynu, bo szczerze mówiąc, nie trawie tej dziewczyny taty. Nie przez jej synów, z nimi nawet się dogaduje, bo w końcu trochę dojrzeli i mają fajne poczucie humoru, ale ta dziewczyna taty wtrąca się w moje sprawy i próbuje się zachowywać jak moja matka! Dlatego w Londynie odpocznę od niej i wszystkich którzy mnie męczą. I muszę przyznać że nawet lubię tego Radka, jest spoko, ale czasem się kłócimy, a później zawsze mi dostaje się opieprz od mamy bo on zawsze jakoś wybrnie z sytuacji a ja nie mam pomysłu na aż tak dobre wymówki by nie dostało mi się. Czuję że te wakacje będą takim odskokiem od mojego zrąbanego życia, po wakacjach będę zupełnie inna.Coś czuję że moja historia dopiero się zaczyna...
Subskrybuj:
Posty (Atom)